Harcerze czy może rycerze ?

Jakiś czas temu wraz z kolegami organizowaliśmy kurs przybocznych zuchowych. Był to już ostatni dzień tej edycji, kiedy to razem z kursantami brałem udział w niedzielnej mszy świętej. Tradycyjnie po pieśni na zakończenie oboźny zakrzyknął: „Baczność! Do modlitwy harcerskiej!”. Okrzyk sprawił wrażenie aż nazbyt donośnego, gdyż poderwał z ławek nie tylko naszych harcerzy. Bez zbędnego ociągania przyjąłem odpowiednią postawę, dając tym samym sygnał młodszym o tym, co zaraz będzie następowało. Chór pozdzieranych gardeł rozbrzmiał w kościele i muszę przyznać, że tym razem dało się nawet słyszeć prawidłową melodię. Odśpiewaliśmy dwie zwrotki modlitwy harcerskiej i na całe szczęście tym razem obyło się bez braw ze strony starszych pań (co często sprawie we mnie niemałe zakłopotanie). Po krótkiej modlitwie chłopaki zaczęli powoli kierować się w stronę wyjścia, ja natomiast z uwagi na całkiem niezły korek, który zrobił się przy bocznych drzwiach, postanowiłem się wycwanić i taktycznie wyjść głównym wyjściem. 

Nie doceniłem jednego – fizyki. Z bliska kolejka przy głównych drzwiach nie sprawiała wrażenia wcale mniejszej, ale  odwrót nie miał już najmniejszego sensu. Przez wzgląd na moją harcerską profesję momentalnie moją uwagę przykuł chłopiec, który maszerował przede mną trzymając swojego tatę za rękę. „Dobry kandydat na zucha” pomyślałem, a uwierzcie, że w takich sprawach rzadko się mylę. Co chwilę zerkał na mój niewyprasowany mundur i na krzyż harcerski. Starałem się zbytnio nie patrzeć na niego, tak żeby go nie peszyć, jednak było to trudne z uwagi na to, że prawie się o niego potykałem.

Wraz ze zbliżaniem się do drzwi wszyscy wychodzący ścieśniali się jeszcze bardziej aż do tego stopnia, że byłem w stanie usłyszeć fragment rozmowy chłopczyka z tatą – rozmowy, która po dziś dzień łapie mnie za serce:

– Tato, kto to był? Ci tak dziwnie ubrani?

– To byli harcerze synku.

– Nie, tato… ja myślę, że to byli rycerze. – [historia autentyczna]

To już 500 lat…

W tym roku przypada 500. rocznica nawrócenia, a zarazem 400-lecie kanonizacji św. Ignacego Loyoli. Z tego powodu od 20 maja 2021 do 31 lipca 2022 roku obchodzimy w kościele rok Ignacjański mający na celu nie tylko upamiętnienie historycznych wydarzeń, ale również odkrycie na nowo jego sylwetki. 

Z tej okazji chciałbym gorąco zaprosić wszystkich chętnych do rozsiądnięcia się w wygodnym fotelu, zaparzenia ulubionej herbaty oraz wysłuchania kilku inspirujących wywiadów. O tym kim był, czego dokonał, a także co pozostawił po sobie opowie nam o. Paweł Bucki SJ – jezuita i były instruktor harcerski.

Magis czyli historia Hiszpana z wesołymi oczami – odc. 1. Drogi i zakręty św. Ignacego

Iñigo López de Oñaz y Loyola, bo tak w istocie się nazywał, jest zdecydowanie jednym z najbardziej znanych świętych Kościoła katolickiego. Średniowieczny rycerz, zwyczajny grzesznik, pielgrzym, a na końcu także i wielki duchowny. Jak przebiegało jego życie i co tak naprawdę sprawiło, że zdecydował zamienić rycerską zbroję na zakonny habit – o tym postaramy się opowiedzieć Wam w tym odcinku.

Magis czyli historia Hiszpana z wesołymi oczami – odc. 2. O duchowości coś więcej

Duchowość ignacjańska to specyficzne podejście do życia duchowego uczące aktywnej uważności na Boga. Co tak naprawdę zostawił po sobie św. Ignacy jako owoc swojego osobistego spotkania z Bogiem? Dlaczego milczenie formuje człowieka oraz czym różnią się rekolekcje ignacjańskie od pozostałych. O tym wszystkim dowiecie się w tym odcinku

Magis czyli historia Hiszpana z wesołymi oczami – odc. 3. Rachunek sumienia na dobry początek

„Miłość powinna bardziej wyrażać się w czynach niż w słowach”. Zapraszamy Was w tym odcinku do podjęcia ignacjańskiego rachunku sumienia. Ad maiorem Dei gloriam!

Zdjęcie w nagłówku z materiałów producenta filmu Ignacio de Loyola (2016)

Przeczytaj także


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.