74 w 2025 (610)
Czy harcerstwo ma 100 języków? – podejście pedagogiczne Reggio Emilia po harcersku
Data publikacji: 01.12.2025 / Autor: Aneta Hoffmann
Reggio Emilia – co to? Ja też dowiedziałam się niedawno. Natrafiłam na tę nazwę ponad rok temu, szukając pracy jako świeżo upieczony pedagog. Potem nie minęło dużo czasu, aż zaczęłam pracować w gdańskim Przedszkolu “Ogród FRRE”, w którym nasze działania opieramy właśnie na podejściu pedagogicznym o tej nazwie. Reggio Emilia to miasto położone w północnych Włoszech, w którym Loris Malaguzzi opracował koncepcję tego podejścia do wychowania i edukacji.
Piszę o tym dlatego, że chciałabym podzielić się tym, co robię na co dzień w pracy, a może być inspirujące do harcerskich działań. Doświadczenie z harcerstwa było jednym z głównych aspektów poruszonych w moim jeszcze początkującym CV i wydaję mi się, że dzięki niemu się w tym miejscu odnalazłam. Teraz chcę to odwrócić i włożyć do harcerstwa doświadczenie, które zdobyłam w ciągu ostatniego roku w pracy. Podkreślam, że to dopiero rok pracy, ale jeśli mam opcję przekazania już teraz jakichś aspektów, które może kogoś zainspirują tak jak mnie, to czemu nie. Myślę, że artykuł może pomóc najwięcej osobom, które na co dzień pracują w metodyce zuchowej, ale oczywiście nie zniechęcam nikogo, może każdemu uda się wynieść choć ciut inspiracji.
Reggio Emilia ma kilka głównych założeń, które opiszę poniżej wraz z własnymi przemyśleniami.
1. Obraz Dziecka | Dziecko jako kompetentny współtwórca wiedzy
W moim przedszkolu jestem jedną z czterech nauczycielek w grupie 20 dzieci w wieku od 3 do 6 roku życia. Grupa rówieśnicza, ale mimo wszystko mieszana. To daje nam sporo możliwości, ponieważ na raz rozwijamy umiejętności i wiedzę dzieci z różnym poziomem pewnych kompetencji i zdolności do realizowania codziennych zadań. Każde z nich jest też na różnym poziomie emocjonalnym oraz społecznym. Do każdego można się dostosować, żeby odpowiedzieć na jego potrzeby rozwojowe. To co najbardziej urzekające to to, że dzieci są dla siebie nawzajem towarzyszami. Często to starsi prowadzą młodszych, wspierają w codziennych trudnościach typu zapięcie kurtki albo nalanie wody. Wskazują im, w co i jak mogą się bawić na podwórku. Jak starsze rodzeństwo z młodszym.
Co oznacza nieco tajemnicza fraza “dziecko jako kompetentny współtwórca wiedzy”? Dla mnie to między innymi też to, że nauczyciel nie musi wiedzieć wszystkiego. Nikt z nas nie ma wiedzy o wszystkim, co nas otacza. Na pewno dobrze byłoby wiedzieć, gdzie leży Hiszpania czy z jakich kolorów powstaje kolor zielony. Ale jak nie będziemy wiedzieć, jak wygląda dokładny proces przemiany gąsienicy w motyla albo dlaczego węże mają 300 żeber lub po co jest nam ślina, to też w porządku. Odpowiedzenie dziecku “nie wiem, ale może sprawdzimy to razem” jest najlepszym, co można zrobić. Nie dość, że potwierdzamy, że niewiedza na jakiś temat jest okej, a chęć dowiedzenia się jest super, to jeszcze budujemy głębszą relację opartą na wspólnej zajawce i pokazujemy, gdzie można szukać informacji na interesujące nas tematy.
A co gdyby na zbiórce rzucić do zuchów/zuchenek tematem i poczekać, co z tego wyjdzie? Pomysł, który opiszę może być kontrowersyjny, ale uważam, że temat wychowawczy i edukacyjny ze względu na głębokie doświadczenie natury. To tylko jedna z mnóstwa opcji, które mają przedstawić sam przykład procesu, przez który można przejść z podopiecznymi. Przykładowo, spróbuj przynieść na zbiórkę szkielet albo model jakiegoś leśnego zwierzęcia i zadaj im pytanie, a potem pozwól, żeby to oni pytali o więcej szczegółów. Na część z nich odpowiedz (jeśli wiesz), niech widzą, że znasz temat. Część pozostaw bez odpowiedzi i zaproś ich do wspólnego poszukiwania. Może na jednej zbiórce pójdziecie do lasu szukać śladów i tropów zwierząt wspólnie. Na następnej zrobicie eksperyment. Potem naturalnie przejdziecie do tematu skamielin i dinozaurów. A zakończycie poszukiwaniem i rozbijaniem jaj dinozaurów. Oczywiście wszystko będzie otoczone fabułą, jak na zuchy przystało (choć mogę się mylić, bo zuchmistrzynią nie jestem).

2. Rola nauczyciela jako towarzysza
Pamiętajcie, nie nauczać lecz wychowywać, to jest nakłaniać chłopca, by sam dla siebie, z własnej ochoty uczył się tego, co będzie mu potrzebne dla rozwoju wewnętrznego.
Robert Baden-Powell
Trochę odniosłam się już do tego wyżej, ale kto jak nie my mamy być towarzyszami. Towarzyszami przygód, trudności, relacji, rozwoju. Nie musimy sprawować kontroli (wyjątkiem jest obszar zapewnienia bezpieczeństwa). Istotna jest komunikacja i zauważanie potencjałów, trudności i potrzeb.
Mogłabym nawiązać tutaj do stopni czy sprawności harcerskich. Ideałem byłoby, gdybyśmy nie musieli wszystkiego rozpisywać na kartkach, bo drużynowy zauważyłby progres w konkretnych umiejętnościach po prostu podczas zbiórki czy obozu. Sposobem na bycie bliżej, jest realne bycie blisko i robienie rzeczy wspólnie. Jeśli będziemy tylko zlecać zadania, zamiast stworzyć te zadania wspólnie, a potem towarzyszyć i wspierać przy ich wykonywaniu. Dzięki temu będziemy bliżej ujrzenia procesu, który zajdzie lub nie. To oczywiście nie zawsze ma być drużynowy, w końcu od tego też są inni funkcyjni w jednostkach. Chodzi jednak o to, żeby przykładem własnym prowadzić i być przy tych trudnych, jak i dobrych momentach.
Wiadomo, że przy dużej liczbie podopiecznych, nie zawsze mamy szansę być albo po prostu możemy nie mieć na to siły. Na takie momenty polecam zaproponowanie zuchom opcji na samoregulację. Stworzenie w harcówce albo na kolonii czy biwaku miejsca, w którym będą mieć dostęp do zabawek sensorycznych (np. gniotki, klepsydry) czy słuchawek wygłuszających albo książek może być dobrą opcją. Sporo dzieci mierzy się z trudnościami, które mogą je i Was w pewnym momencie przytłoczyć. Takie miejsce może odciążyć kadrę, a równocześnie pokazać, jak radzić sobie samemu w takich chwilach.

3. Znaczenie relacji i współpracy
To, co w jakiś sposób wyróżnia nasze miejsce to fakt, że dzieci mówią do nauczycieli po imieniu, a my mówimy po imieniu do rodziców naszych podopiecznym. Jedno to naturalny brak “spiny”, kiedy trzeba byłoby mówić do każdego per “pani” czy “pan”. A drugie to relacje, które są dzięki temu głębsze. Oczywiście to nie jest jedyny aspekt wpływający na dobre relacje, ale na pewno coś zmienia. Rodzice w naszym przedszkolu są zawsze mile widziani. Mogą przyjść do sali razem ze swoim dzieckiem, poczytać mu książkę, kiedy ma poranny kryzys albo pobyć z nami na podwórku, kiedy nie chce jeszcze iść do domu. Dużo jest transparentności i stałej komunikacji, nawet o tych najtrudniejszych momentach. Potem to przekłada się na zaangażowanie społeczności rodziców w życie naszej placówki. Przynoszą nam nieużywane już rzeczy, które możemy wykorzystać. Tworzą nowe przestrzenie dla dzieci w ogrodzie. Angażują się w weekendowe akcje, które dla nich organizujemy. Ten stały kontakt i wspólny cel, jakim jest wychowanie ich dzieci sprawia, że czasem potrafimy zrozumieć się bez słów i mamy w sobie duże wsparcie.
Warto pokazać rodzicom, że harcerstwo to coś więcej niż zajęcia pozaszkolne. Po pierwsze opowiedzieć im o idei i wartości, którymi się kierujemy, a potem pokazać, jak to robimy. Zaproszenie do akcji, która wniesie coś do życia gromady czy drużyny. Ważne będzie stworzenie im przestrzeni na własne propozycje. Może będą mieć pomysł na to, żeby jednostką odwiedzić ciekawe miejsce ich pracy albo będą w stanie pomóc w organizacji biwaku.
Nie bójcie się też otworzyć na codzienne trudności, które macie w kontakcie z ich dziećmi. Nie udawajcie, że na zbiórce było super, jeśli nie było. Czasem to może być tylko dla nich przytłaczające, bo w domu czy w szkole wcale nie jest super, więc jak to możliwe, że na zbiórce już tak. Wiele rodziców jest coraz bardziej świadoma i otwarta na pracę ze swoimi pociechami. Dajcie im znać, jeśli coś Was niepokoi, bo może to pozwoli na szybsze rozeznanie się w ich trudnościach i znalezienie rozwiązań, które wesprą ich rozwój.
4. Prawa dzieci | Współodpowiedzialność
Każdego ranka w przedszkolu spotykamy się z dziećmi na kręgu. Podczas niego rozmawiamy o tym, jak się czujemy, co u nas słychać, co ważnego wydarzyło się w ostatnim czasie, czym chcielibyśmy się podzielić z innymi. Mamy też kręgi, podczas których wspólnie podejmujemy decyzję, np. w jakie miejsce do lasu pójdziemy tego dnia. Czasem też podsumowujemy pewne działania. To ma być czas, w którym każdy (kto akurat ma w ręku kamień) może po prostu coś powiedzieć, a inni go wysłuchają (albo starają się wysłuchać w zależności od poziomu koncentracji). Zmieniamy pytania po każdym codziennym kręgu. To, co zauważyłyśmy z biegiem poprzedniego roku pracy to to, że im bardziej szczegółowe pytanie dla dzieci w tym wieku, tym lepiej.
Nie mówię, że pytanie na kręgu rady “co wam się podobało, a co nie” jest złe, ale chyba każdemu z nas po trzech zbiórkach by się znudziło. Przecież można tyle ciekawych pytań zadać, a może to zuchy będą chciały zapytać o coś innych. Nie ograniczajcie się do rutyny i tego, co już znacie, bo możecie dość szybko usłyszeć “nuuuuda”. Może niech krąg będzie rytuałem, który zuchy będą dobrze znać, ale będzie się zmieniać w zależności od potrzeb. Raz pojawi się na początku zbiórki i wprowadzi w temat, a raz będzie podsumowaniem i zachęceniem do dalszego wspólnego poszukiwania. Niech będzie przestrzenią, w której zuchy mogą wspólnie podjąć decyzję, np. o tym, czy kolejna zbiórka będzie w sali czy w lesie. Niech wiedzą, że to jest Wasz wspólny krąg i oni też mogą odpowiadać za to, co robicie. Warto też ustalić zasady kręgu, aby każdy kto chce być wysłuchany, miał taką możliwość. Może dodanie fabularnej otoczki do kręgu poza laską głosu też nada powagi sytuacji.
5. Prowokacje
Nasze codzienne działania opierają się na prowokowaniu, a nie narzucaniu. Jeśli jesteśmy w jakimś konkretnym temacie, to nigdy nie zmuszamy dzieci do robienia rzeczy. Przykładowo: od początku września mocno weszliśmy w temat motyli i ich rozwoju. Lepiliśmy z gliny różne etapy rozwoju motyla, od gąsienicy przez poczwarkę. I to nie jest tak, że teraz wszyscy siadają do stołu i muszą ulepić i gąsienicę, i poczwarkę. My po prostu w pewnym momencie dnia kładziemy na stół glinę, różne narzędzia i zapraszamy do tego. Jak ktoś powie “ja chcę teraz układać klocki”, to układa klocki, a jak ktoś w trakcie powie “ja wolę ulepić bałwana”, to ulepi bałwana. Może to nie jest dla niego moment na poznanie cyklu rozwojowego motyla.
Wiadomo, że stawiamy sobie w harcerstwie różne cele, które chcemy zrealizować na zbiórce. Tylko pytanie, czy jak teraz bym kazała wychowankowi ulepić gąsienice, a nie bałwana to czy zapamiętałby w ogóle, co ulepił i jaki to miało związek z motylem. Może łatwiej będzie później przeczytać mu o tym książkę. Warto do czegoś zaprosić i zachęcić, a nie narzucić.
Jestem przekonana, że jak zabierzemy zuchy na zewnątrz i zaczniemy zbierać w jedno miejsce patyki na ognisko, to część z nich podejdzie i zapyta, po co to zbieramy, a jak się dowie, że dzięki temu, że też pozbiera będzie mogło użyć zapałek i je rozpalić, to pójdzie i wyzbiera całą garść gałęzi. Jeśli zauważą, że coś robimy i mamy na to zajawkę, to podejdą sami i będą chcieli dołączyć.
Staramy się też działać projektowo. Podłapywać, co zainteresowało dzieci i co można jeszcze wyciągnąć z danego tematu. Często siadamy z nimi w kręgu i po prostu pytamy “czego chcielibyście się jeszcze dowiedzieć?”. Czasem słyszymy pytania w stylu “Czy kot może zamienić się w kamień?”, ale czasem padają też takie jak “Jak gąsienica zmienia się w motyla?”, co daje dużą przestrzeń do wspólnego poszukiwania. Bądźcie otwarci na pytania, nie hamujcie ich. Niech ciekawość prowadzi do rozwoju kreatywności.

6. Środowisko / otoczenie jako “drugi nauczyciel”
Sala, w której na co dzień przebywamy z przedszkolakami jest pełna prowokacji i możliwości. Jest miejsce, w którym mają dostęp do mnóstwa artykułów papierniczych. Są loose parts, czyli rzeczy, z których można zrobić najciekawsze projekty, jeśli tylko dołożymy trochę wyobraźni. Czasem majsterka nie musi być bardzo zaplanowana. Rzucenie jednego słowa-klucz i dostęp do różnorodnych materiałów może stworzyć niepowtarzalne konstrukcje i projekty.
Dużo klocków do konstruowania, książek do oglądania. Stworzenie biblioteczki w harcówce albo podczas kolonii będzie świetną opcją do samodzielnego zdobywania wiedzy. Może niech każdy zuch dołoży książkę od siebie, żeby dzielić się potem zainteresowaniem nią z innymi. Postawcie na książki łatwiejsze, dłuższe, z obrazkami, bez nich, o zwierzętach, ludziach, fantastyczne, o emocjach, relacjach. Spróbujcie różnorodnie, żeby każdy mógł tam znaleźć coś dla siebie. Dzieci potrafią słuchać długo, jeśli coś je zaciekawi. Może wspólne czytanie z odpoczynkiem po obiedzie zamiast ciszy poobiedniej na kolonii, podczas której wszyscy biegają i krzyczą?
Otoczenie może być drugim nauczycielem. W przypadku harcerstwa nazwałabym to wykorzystaniem potencjału miejsca, w którym przebywamy. Jeśli cykl przyrodniczy, to wtedy, kiedy mamy możliwość wyjścia do parku czy lasu. Jeśli zbiórka o ogniskach, to wtedy kiedy mamy możliwość rozpalenia ogniska, a nie oglądania na zdjęciach rodzajów kory czy układanie stosów ogniskowych z zapałek. Niby proste, ale mam poczucie, że rzadkie.
Z moją grupą przedszkolaków (przypomnę, że w wieku 3-6 lat) co piątek chodzimy do lasu. To mój ulubiony dzień pracy, bo las jest wystarczający. Wystarczy do niego pójść, a praca zrobi się sama. Dzieci będą poszukiwać, doświadczać, obserwować, przeżywać o wiele więcej niż przez cały tydzień w sali, nawet jeśli zasypiemy ich różnymi prowokacjami. Otwartość na las, na naturę i to co w niej mieszka daje otwartość na przygodę, wyzwania i chęć doświadczania nowego. Spora część dzieci nie doświadcza na co dzień lasu i wyczynu. Są pakowane do auta i dowożone do szkoły, potem odbierane i dowożone na zajęcia, a później to już tylko wieczór w domu i kolejny dzień od nowa. Jeśli chociaż te półtorej godziny tygodniowo spędzą na zbiórce w lesie, to robicie świetną robotę budując w nich chęć na poznawanie świata oraz wytrwałość.

Czy harcerstwo ma 100 języków?
Podejrzewam, że o wiele więcej. Co instruktor to inny sposób na harcerstwo, który przekazuje kolejnym pokoleniom. Ważne, żeby ten język dopasować do grupy, którą wychowujemy. Dostrzec potrzeby i towarzyszyć w nich. Wychowanie do łatwych nie należy, ale może dostrzeżenie wyjątkowości w tej różnorodności będzie inspiracją, do tego jak można to robić.

Na zakończenie zapraszam do przeczytania inspirującego wiersza Lorisa Malaguzziego, który wyjaśnia myślenie o dzieciach i ich różnorodności w przekazie myśli, emocji i pomysłów, które przewodzi podejściu Reggio Emilia.
Loris Malaguzzi „100 języków dziecka”
Dziecko składa się ze stu.
Ma sto języków
sto rąk
sto myśli
sto sposobów
w jaki myśli, bawi się i mówi.
Sto –
zawsze sto rodzajów
słuchania, dziwienia się i kochania.
Sto radosnych sposobów
na śpiewanie i rozumienie
na odkrywanie stu światów
na swobodne wymyślanie stu światów
na marzenie o stu światach.
Dziecko ma sto języków
i sto i sto i sto.
Dziewięćdziesiąt dziewięć z nich jednakże
zostają mu ukradzione
ponieważ szkoła i otoczenie
oddzielają jego głowę od ciała.
Każą mu:
myśleć bez rąk
tworzyć bez głowy
słuchać i nic nie mówić
rozumieć bez radości
kochać i dziwić się tylko
w czasie Wielkanocy i Bożego Narodzenia.
Każą mu:
odkrywać świat
dawno już odkryty.
Dziewięćdziesiąt dziewięć ze stu
zostają my ukradzione.
Mówią mu:
zabawa i praca
rzeczywistość i fantazja
nauka i wyobraźnia
niebo i ziemia
rozsądek i marzenie
są rzeczami, które nie pasują do siebie.
Mówią mu krótko i zwięźle
że nie ma stu języków.
Dziecko jednak mówi:
A gdyby tak było sto.
[z niem. tłum. Anna Lewandowska-Muller]
