W artykule opublikowanym wczoraj na tych łamach, hm. Przemysław Zyra zadaje pytania mające skłonić czytelnika do zastanowienia, czy powinien brać udział w niedzielnych Mszach świętych w czasie epidemii. Przytacza jednak tylko argumenty z jednej strony – przekonujące, że owszem, prawdziwie wierzący gorliwie maszerują do kościoła wśród zarazy. Jego tekst wywołał we mnie wzburzenie i sprzeciw z trzech powodów: po pierwsze – wypowiedź Przemka traktuje wybiórczo i dość populistycznie naukę Kościoła, zamazując jej obraz. Po drugie – zamieszczona w takim medium, jakim jest Azymut, ma oddziaływanie na dziesiątki harcerzy i harcerek, którzy czytają nasze pismo i na jego podstawie kształtują swój światopogląd i działania. Po trzecie zaś – jako że tempo rozprzestrzeniania się wirusa zależy po trosze od osobistej odpowiedzialności każdego z nas – postępowanie według rad podanych w artykule może przynieść bardzo wymierną szkodę bardzo konkretnym osobom. W tej polemice chciałbym więc w oparciu o naukę Kościoła Katolickiego (nauczania innych kościołów chrześcijańskich w tej sprawie nie znam, ten artykuł kieruję do katolików) odpowiedzieć na argumenty Przemka, a następnie wykazać, że skorzystanie w czasie epidemii z transmisji Mszy, zamiast pójścia na nią osobiście, jest czynem cnotliwym.

O czym pisze Przemek?

Przemek zaczyna artykuł od krótkiego opisu tego, jak harcerki i harcerze przystosowali się do trybu życia w epidemii. Zaznacza, że na ogół ograniczenia, jakim podlegamy, nie są bardzo uciążliwe (dzięki Internetowi) i jesteśmy w stanie normalnie z nimi funkcjonować. Zachęca do przestrzegania środków zaradczych i #zostaniawdomu. Zadaje jednak pytanie, czy tak samo powinniśmy postąpić w wypadku Mszy Świętej. Przypomina, że niedzielna Eucharystia nie jest tylko symbolem ani spotkaniem jednoczącym wspólnotę, ale przede wszystkim rzeczywistym, nadprzyrodzonym udziałem w Ofierze Chrystusa. Do tego momentu – pełna zgoda. Pisze dalej: „Sprowadzenie jej [Eucharystii] do czynności fizjologicznej i doszukiwanie się w niej zagrożenia dla zdrowia jest z jednej strony desakralizacją, a z drugiej brakiem wiary”. Argumentami za tym stwierdzeniem są z jednej strony popularna kaznodziejska anegdota o modlitwie o deszcz i parasolach (gdybym dostał rolkę papieru toaletowego za każdym razem, kiedy usłyszałem to z ambony, byłbym teraz bogaty), a drugiej strony dekret marcowego synodu prawosławnego. Wypływamy na głębokie teologiczne wody, w następnym akapicie będzie trochę specjalistycznego branżowego słownictwa – trzymajcie się.

Czy Komunia Święta może zagrażać zdrowiu?

Żeby iść dalej, będziemy potrzebowali teologicznego rozróżnienia na substancję i postać/przypadłość. Substancja odpowiada na pytanie: Co to jest?, podczas gdy postać/przypadłość opisuje Jakie to ma właściwości?  Podczas katolickiej mszy świętej zachodzi transsubstancjacja – czyli całkowite przemienienie substancji chleba i wina w substancję Ciała i Krwi Chrystusa [mówi o tym KKK 1376]. Patrząc na Eucharystię i pytając Co to jest? Odpowiadamy: to jest Ciało Chrystusa. Postaci (właściwości fizyczne) natomiast nie ulegają zmianie (poza wypadkami cudów eucharystycznych – zachowane są zewnętrzna forma, ciężar, kruchość, lepkość i wszystkie inne cechy przeistoczonej materii). Stwierdzenie przeciwne, że właściwości fizyczne Komunii ulegają zmianie, zostało przez Kościół Katolicki odrzucone podczas soboru Trydenckiego jako herezja transaccidentiatio. Mówi o tym Kanon 2. Dekretu Soboru Trydenckiego o Najświętszym Sakramencie.

Żeby było jasne, oczywistym jest, że zysk z Komunii sakramentalnej dla duszy bezwzględnie przewyższa ryzyko zachorowania (przynajmniej w logice człowieka wierzącego). Ale twierdzenie, że Święte Postacie w jakiś magiczny sposób nie mogą przenosić substancji zawierającej cząstki wirusa są błędne (przynajmniej w świetle nauki KK). Na przykład że nie mogą przenosić śliny zarażonego człowieka, który przyjął Komunię chwilę temu. Jeden szafarz opowiadał ostatnio, że prawie zawsze podczas udzielania Komunii co najmniej jedna osoba liże go niechcący w palec.

Zrobiło się poważnie, więc czas na anegdotę. Otóż w średniowieczu zdarzało się… mordowanie przeciwników poprzez dodawanie do Komunii trucizny. Próbowano w ten sposób zabić m. in. króla Francji Henryka IV[1], a na dworze papieskim w XV wieku istniała praktyka predegustacji – w czasie mszy diakon przed przeistoczeniem spożywał przygotowany chleb i wino, żeby sprawdzić, czy nie są zatrute[2].

Dezynfekcja kościoła w Bejrucie, 5 marca 2020., fot. AFP

Bez zuchwałości, ale i bez lęku

W drugiej części swojego artykułu Przemek zbiera kilka pomniejszych argumentów, których przesłanie można by streścić jako Nie lękajcie się, oraz droga do zbawienia prowadzi przez wiarę. Opowiada o Świętym Rochu, który opiekował się chorymi w szpitalu w czasie epidemii dżumy; Nie wspomina, że kiedy Święty Roch sam się zaraził, ukrył się w lesie (taka radykalniejsza wersja #zostańwdomu), żeby nie być zagrożeniem dla nikogo (Święty Roch nie był kapłanem, nie mógł sobie w lesie odprawić mszy. Cnotą św. Rocha nie było uczestnictwo w mszach ani nadzwyczajne zaufanie w moc Boga chroniącego go przed chorobą, tylko pomaganie potrzebującym).

Dalsze argumenty Przemka są jako prawdy ogólne bardzo słuszne i z całego serca się pod nimi podpisuję… ale nie widzę w jaki sposób odnoszą się do obecnej sytuacji:

Argument PrzemkaWyjaśnienie
Strach przed ewentualnym zarażeniem nie  powinien nas oddzielać od Boga i powinien być zwalczony ufnością Jemu. Uczestnictwo w transmisji, a nie we Mszy powinno wynikać nie ze strachu, lecz z rozsądku i miłości wobec bardziej narażonych.
Msza jest dziełem Bożym i jako taka jest warta więcej niż jakiekolwiek uczynki. Pomodlenie się przy transmisji nie jest co prawda równoważne z Mszą Świętą, „ale jednak zapewnia możliwość jednoczenia się z Kościołem i uczestniczenia w niektórych darach łaski Bożej. Ten typ uczestnictwa, chociaż niepełny, jest jednak bardzo pożyteczny w życiu duchowym wiernych”.[3]

Msza Święta online o opiekę Opatrzności Bożej nad harcerkami i harcerzami transmitowana na Youtube 15 marca 2020.

Wiara nadzieja i miłość

Wtedy wziął Go diabeł do Miasta Świętego, postawił na narożniku świątynii rzekł Mu: «Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się w dół, jest przecież napisane: Aniołom swoim rozkaże o tobie, a na rękach nosić cię będą, byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień». Odrzekł mu Jezus: «Ale jest napisane także: Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego» ~Mt 4, 5-7

Niektórzy mówią teraz: „Przecież Bóg nie dopuści, żeby coś stało mi się w Jego Domu”. Takie myślenie przeczy jednemu z największych darów, jakie dał nam Bóg – zdrowemu rozsądkowi. Jest taka pokusa, szczególnie trudna dla tych, w których życiu wiara jest ważna, żeby całkowicie zaufać i oddać się nadprzyrodzonej mocy Bożej. Ale Bóg wybrał świat przyrodzony  aby do nas w nim przemawiać. Dał nam ciała i liturgię, która jest ucieleśniona; dał nam rozum, abyśmy poznawali Jego prawa rządzące światem (Prawo powszechnego ciążenia jest prawem Bożym tak samo jak Przykazania). I według tego rozumu postępowali. Jego nadprzyrodzone interwencje leżą wyłącznie w Jego własnej gestii i na nic się zdadzą próby wymuszania ich.

Istnieją trzy cnoty teologalne: wiara, nadzieja i miłość. W obecnej sytuacji epidemiologicznej dla harcerza udział w Mszy Świętej nie jest wyzwaniem dla wiary, lecz dla miłości do społeczeństwa i do ludzi, z którymi się stykamy. Wiadomo, że najbardziej zagrożeni są seniorzy, podczas gdy młodzież zwykle przechodzi Covid-19 bezobjawowo, jako nosiciele. Wiadomo też, że dla opanowania epidemii potrzebujemy jak najbardziej spowolnić przyrost liczby zarażonych. Siedzenie w domu i nieryzykowanie złapaniem wirusa również w kościele, jest wyrazem miłości do ludzi, których potencjalnie spotkamy i którym w ten sposób nieumyślnie możemy zrobić krzywdę[4].

Wymagajmy od siebie!

Przemek zakończył swój tekst wezwaniem Jana Pawła II: „Wymagajcie od siebie, choćby inni od Was nie wymagali!” Tak, wymagajmy od siebie mądrze i na wszystkich płaszczyznach! Skoro dla innych rezygnujemy z uczestnictwa w pełnej Mszy Świętej, warto popracować dodatkowo nad wiarą: przemedytować czytania z danego dnia, pomodlić się trochę więcej niż zwykle. Czas kwarantanny znakomicie nadaje się do bycia czasem rekolekcji: Mniej ludzi spotykamy, mamy wolniejsze tempo życia, jeśli zrezygnujemy z Netflixa i Youtube’a, będziemy bardziej wyciszeni. W takich warunkach lepiej słychać Pana.

Ze swojego braku udziału we Mszy, ze swojej tęsknoty za przyjmowaniem Eucharystii, zróbmy ofiarę dla tych, którym ta epidemia naprawdę zagraża i którzy potrzebują naszej pomocy.

Bo nie chcielibyśmy, żeby zdarzyło się tak, że ktoś na niedzielnym nabożeństwie stawszy się nosicielem wirusa, następnie w ramach działań Pogotowia Harcerek i Harcerzy zaniesie go wprost do domu potrzebującym, którym tak bardzo chciał pomóc.


fot. w tle – Vatican News

[1]  Eleanor Helsman, Trucizna, czyli jak pozbyć się wrogów po królewsku, Znak Horyzont, 2019.

[2] The Ecclesiologist, 1850, vol. 8, s. 10-11.

[3]  Dyrektorium Konferencji Episkopatu Polski w Sprawie celebracji Mszy świętej transmitowanej przez telewizję, p. 13,

[4] Ten artykuł robi się strasznie długi, więc nie będę się nad tym rozwodził. Jak ktoś chce pomyśleć więcej na ten temat, to bardzo polecam kazanie o. Mieczysława Łusiaka SJ o tym, jak kwarantannę uczynić wyrazem miłości i czasem dla Boga.

Przeczytaj także

Jedna myśl o “Dobrze jest być na Mszy, a jeszcze lepiej robić to przez Internet, jeśli akurat jest epidemia

  1. Dziękuję za artykuł prezentujący tak mądre podejście do tego tematu, rozsądnie uargumentowane nauką kościoła. Ten tekst był tu bardzo potrzebny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *