Szereg działań administracji naszego kraju, telewizji sprawił, że poza próbą uniknięcia epidemii koronawirusa zmagamy się ze społeczną paniką. Jak w tej niespotykanej sytuacji powinien zachować się harcerz?

#zostańwdomu

Przeglądając serwisy społecznościowe, szybko można dostrzec, że drużyny znalazły pomysły na zapełnienie czasu harcerkom i harcerzom – powstała masa wyzwań, „czelendży” i inspiracji. Powstało pogotowie harcerskie, które usystematyzowało swoją strukturę. Drużyny, komendy, komisje spotkały się on-line na wideokonferencjach. W niedzielę została odprawiona Msza św., którą obserwowało przez internet ok. 1500 osób. Dziesiątki harcerzy ozdobiło swoje zdjęcia profilowe w sieci hasztagami #zostańwdomu, itp. 

Czy powinniśmy zostać w domu? 

Wspominając swoją edukację, zazdroszczę uczniom i studentom czasu w domu – sam pewnie szybko znalazłbym sobie zajęcie na taki czas. Skoro sugeruje się nam środki zaradcze poprzez spędzanie czasu w domu, to powinniśmy się do nich zastosować, zwłaszcza, że w większości przypadków nie jest to bardzo uciążliwe. Ale czy rzeczywiście powinniśmy zostać w domu, także w niedzielę? Czy powinniśmy zrezygnować z Mszy św.?

Każdy, kto poważnie traktuje wiarę katolicką wie, że nie spotykamy się na niedzielnej ofierze Mszy św., żeby pobiesiadować ze wspólnotą; nie po to, by zrobić przegląd mody i sprawdzić czy już czas na wiosenną kurtkę; nie po to, by pośpiewać, ale po to, by uczestniczyć w ofierze Jezusa Chrystusa i spożyć Jego Ciało. Robimy to, bo pamiętamy, że „kto spożywa Moje Ciało i Krew Moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim, będzie żył na wieki”. Komunia Święta jest wydarzeniem nieziemskim, wyjątkowym. Sprowadzanie jej do czynności fizjologicznej i doszukiwanie się w niej zagrożenia dla zdrowia jest z jednej strony desakralizacją, a z drugiej dowodem braku wiary. 

Przychodzi grupka rolników do księdza. Składają ofiarę i proszą o Mszę świętą o deszcz. Ksiądz kiwa głową:
– Małej wiary…
– Co ksiądz mówi?
– Mówię, że jesteście małej wiary
– Jak to? Przecież przyszliśmy prosić o Mszę za deszcz. Wierzymy, że to może pomóc.
– Gdybyście wierzyli, to przyszlibyście z parasolami.

W marcu synod prawosławny w Grecji stwierdził stanowczo: „Byłoby bluźnierstwem myślenie, że ciało i krew Chrystusa może przenieść jakąkolwiek chorobę lub wirus”. W tym samym czasie wierni w Polsce usłyszeli, że nie muszą uczestniczyć w Mszy Świętej, że mogą nie przystępować do Komunii Świętej, że mogą ją przyjąć na ręce. Gdy biskup Andrzej Dzięga przekazał swoim wiernym naukę katolicką w tym zakresie – został napiętnowany i skrytykowany, zarówno przez środowiska pozakościelne, jak i przez katolików. 

Jak odnaleźć się w chaosie? 

Czcimy w Kościele świętych. Czy święty Roch, pomagający dziś chorym, zostałby świętym? Czy też uznany zostałby za jednostkę szkodliwą społecznie i niedostosowaną? Czy usłyszałby „dlaczego nie zostaniesz w domu? Myślisz tylko o sobie”?  

W treści jednego z dekretu o dyspensie, wspomniane jest, że udziela się jej „osobom, które czują obawę przed zarażeniem”. Innymi słowy dyspensa dla tych, którzy się boją. Czy Pan Bóg chce naszego strachu? 365 razy w Piśmie Świętym kieruje do nas słowa „Nie lękajcie się”. Czy na ten strach nie byłby najlepszym lekarstwem ON sam? 

Święty Jan Maria Vianney pisał: Wszystkie dobre uczynki razem wzięte nie są warte jednej Mszy Świętej, bo tamte są dziełami ludzkimi, a Msza jest dziełem Bożym.

Czy źle zrobił ten, kto został w domu? Czy Komunia święta duchowa jest gorsza od tej przyjętej w Kościele? Czy nie lepiej zostać w domu z troski o innych, niż z pychą iść ostentacyjnie do Kościoła? 

Nie wiem. Ale może przed kolejną niedzielą warto wszystko jeszcze raz przemyśleć? 

W 1983 roku Jan Paweł II powiedział na Jasnej Górze słynne słowa: „Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od Was nie wymagali”. Czy możemy realizować dziś przesłanie tych słów? Czy dziś jeszcze nie? Czy dziś jeszcze nie wypada? Czy nie musimy wtedy, kiedy jest dyspensa? 

2 myśli o “W tę niedzielę do Kościoła?

  1. Przemku, bardzo dziękujemy ci za twój artykuł i trud jaki włożyłeś w jego przygotowanie. Pamiętaj jednak, ze problemem, który jest poruszany przez ludzi oraz szum nie dotyczy sakramentu i nie jest nim ciało Chrystusa, a ilość osób na mszy świętej i kontakt miedzy nimi. Osób w większości starszych, podanych bardziej na choroby. Mówienie, ze powinni chodzić do kościoła w czasie gdy panuje epidemia,gdzie wirus przenosi się z człowieka na człowieka, a największym zagrożeniem są duże skupiska ludzi… jest mówiąc wprost niepoważne i zakrawa o działanie na szkodę zdrowia drugiego człowieka. To wystawianie i namawianie do złego. Narażanie zdrowia i życia ludzkiego. To ze wirus się przenosi czy nie przenosi podczas komunii świętej nie jest tematem. Nie oznacza ze wirus nie przenosi się z człowieka na człowieka. Droga kropelkowa bezpośrednio z zarażonego na zdrowego człowieka, ale tez poprzez kontakt pośredni. Przez poręcze, klamkami do drzwi, przyciskach w tramwajach i na światłach, przez wszystkie powierzchnie które dotykamy, a których wcześniej dotykał zarażony. Kichnął w rękę, dotknął poręczy…. Wirus utrzymuje się na powierzchniach dłużej niż 5 min. Niektóre badania mówią o 10 dniach, niektóre nawet o 30 przy sprzyjających warunkach. Jeśli do kościoła przychodzi 100 osób, to wystarczy jedna zarażona która będzie używać wody święconej (A nie przepraszam, one nie przenosi zarazków), będzie używać klamki przy wejściu, by duży odsetek pozostałych (do tej pory zdrowych osób) został zarażony. I to nie tylko te 100 osób na mszy. Ale jeśli nikt nie czysci tej klamki, nie prowadzi dezynfekcji co msze wszystkich powierzchni to i kolejnych 300, 500, 1000 osób. A jeśli nie w kościele to w drodze do niego wystawiamy ludzi na ryzyko. Ważna jest wiara, ale tez i zdrowy rozsądek. Na koniec mała przypowieść, znana i star jak świat.
    —————————
    W małym domku, nad rzeką, mieszkał samotnie starszy człowiek. Życie upływało mu w spokoju, a wszystkie swoje troski powierzał Bogu, wierzył, że Bóg zawsze mu dopomoże. Kiedy popadał w nieszczęście, zwykł mówić: „Bóg mi dopomoże”. I Bóg zawsze mu pomagał. Przyszła sroga zima. Śnieg przekraczał wysokość dorosłego człowieka. Trudno było wydostać się z domu przez wąską, przekopaną w śniegu, ścieżynę. Ale nie narzekał. Wiedział, że śniegi i mrozy ustąpią i czekał na wiosnę. Kwietniowe roztopy spowodowały, że woda w niegroźnej rzeczce wystąpiła z brzegów, zalewając okoliczne pola i wlewając się do jego ogródka. Policja na sygnale przez megafon wzywała mieszkańców do opuszczenia domów i schronienia się na bezpiecznym wzgórzu. Zlekceważył te ostrzeżenia, mówiąc: „Bóg pomoże”.

    Tymczasem woda podnosiła się, coraz wyżej i wyżej, zalewając piwnice i parter jego domu. Strażacy na łódkach podpłynęli, by wywieź go w bezpieczne miejsce. Długo namawiali uparciucha, ale ten postanowił zostać. Im też odpowiedział „Bóg mi dopomoże”. Przenosił domowe sprzęty na pięterko, suszył przemoczone rzeczy osobiste. A śniegi topniały, spływały z gór, rwący nurt wyrywał z korzeniami nawet stare drzewa. Runęło już kilka pobliskich domów i budynków gospodarczych. Woda wdarła się na pięterko i stryszek. Przypłynęły wojskowe amfibie, by zabrać ostatniego z zagrożonych mieszkańców. Nie wyraził zgody, mówiąc: „Bóg mi pomoże”.

    Uparty był jak osioł, ten starszy człowiek. A powódź wciąż przybierała na sile. Woda zalewała dach, a on siedział na kominie, nie chcąc opuścić swego domostwa. Nadleciał helikopter, by zabrać go z komina, ale on beztrosko odpowiedział: „Nie trzeba. Bóg mi dopomoże”. I helikopter odleciał. A stan wody wciąż się podnosił. Aż wreszcie woda zalała cały domek, a jego właściciel utonął.

    Kiedy ten człowiek utonął – stanął przed Bogiem.

    – „Panie, tak wierzyłem, że mi dopomożesz, tak wierzyłem, a Ty pozwoliłeś bym utonął.”
    – „O biedny człowiecze – rzekł Pan Bóg – jak mogłeś zwątpić w działanie mojej Opatrzności? Ty, który tak w nią wierzyłeś?”
    – Jak to Panie Boże, przecież powódź nie ustawała, a ja musiałem utonąć!
    – Wcale nie musiałeś! Czyż nie przysłałem ci na ratunek policji, strażaków, a potem wojsko i to aż dwukrotnie: w amfibii i helikopterze? Czyż nie zadbałem o ciebie bardziej, niż najlepszy ziemski ojciec? A ty, ty nie słuchałeś mojego głosu.

    Przemku, przemysl artykuł i nie nawołuje do złego. Nawet sam papież wzywa do opamiętania się, nie wychodzenia z domu, kwarantanny. Wyrzymaj. Wiara powinna ci w tym pomoc.

  2. Wierzę w Boga, wierzę w cuda, stosuję się do nauki Kościoła, bo uważam ją za słuszną. Ale obawiam się, że poświęcenie wody nie powoduje, że zabija ona wirusy, zatem biskup Dzięga namawiając do maczania rąk w wodzie święconej nie czyni mądrze.

    Nie czuję obawy przed zarażeniem siebie. Martwię się o to, że mogę być zarażony i w nieświadomości (bo nie mam jeszcze objawów) zanurzyć rękę w wodzie, dotknąć oparcia ławki, czy przenieść wirusa na palce księdza (które na pewno nie są z Ciała Chrystusa, być może nieprzenoszącego wirusów) przy Komunii Świętej, a tym samym zarazić jakąś starszą osobę, która wirusa nie zwalczy. Czuję obawę przed zarażeniem kogoś.

    I choć, jak wspomniałem, wierzę w cuda, to tam, gdzie mogę zrobić coś sam, żeby zapobiec potrzebie boskiej interwencji – zrobię to.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *