Polemika z Markiem Kameckim w realiach A.D. 2018 i trochę przemyśleń natury ogólnej.

Autor, nie pisząc wprost czyni założenie, że możliwy jest skuteczny wpływ na kraj, przez harcerstwo, z pominięciem współpracy z państwem. Państwo narzuca nam pewne ograniczenia i obowiązki np. sprawozdawcze (finansowe) niezależnie od faktu czy bierzemy dotacje czy nie. Ponosimy więc koszty (niemałe), które są niezbędne do legalnego działania stowarzyszenia.

Prawdopodobnie może nadejść czas, że suma obciążeń i obowiązków przekroczy możliwości finansowe i organizacyjne ZHR jako stowarzyszenia i wówczas… można rozważyć przejście do „podziemia”, „szarej strefy”, bądź zmianę formuły ze stowarzyszenia na np. ruch posługujący się wspólnymi emblematami, który ma elementy wspólne (program wychowawczy), identyfikację wizualną itd, ale formalnie składa się z wielu lokalnych podmiotów, które lokalnie „obrabiają” obowiązki wobec Państwa.

Taka Konfederacja Związków Harcerstwa Rzeczypospolitej. O tym, już istniejącym stanie (choć nienazwanym) na końcu.

Sercem jestem blisko, za romantyczna wizją państwa, które minimalizuje presję podatkową, ale to na dzień dzisiejszy jest UTOPIA. Rozumiem, że być może gdzieś jest państwo, które tak funkcjonuje, ale ja takiego nie znam.

Ad „teza pierwsza – Finansowanie działalności statutowej organizacji harcerskiej ze środków publicznych jest niezgodne z ideą harcerską”

„Doświadczenia ludzkości z ostatnich kilkudziesięciu lat pokazują, że im więcej pieniędzy idzie do budżetu (zawsze na szlachetne cele), tym społeczeństwa wchodzą w coraz większą nędzę materialną, a za nią moralną i duchową.”

Teza jak teza, można wskazać sytuacje odwrotne, które podważają takie stwierdzenie np. lata 1945-1989, gdy nędza materialna nie wiązała się w żaden sposób z nędzą moralną i duchową. Było wręcz odwrotnie. Duchowo i moralnie, jako naród byliśmy zjednoczeni, jak rzadko kiedy. Więc ta teza tak udowadniana nie musi być do końca prawdziwa.

W treści autor wspomina również o „patriotyzmie czasu pokoju” – to już również nieaktualne, dwóch naszych sąsiadów prowadzi wojnę (mimo, że formalnie nie jest to wojna). Si vis pacem, para bellum…

Ad „Pytanie: jaki typ mentalności budujemy w ZHR AD 2008? (2018)”

Zgadzam się, że trzeba stawiać cele. Zgadzam się, że mamy wychowywać altruistów. Trzeba jednak sobie odpowiedzieć na pytanie, czy ktokolwiek z nas , z tych „milionów”, o których wspomina autor, podziela zasadę „odbierania bogatym i dawania biednym”? Myślę, że niewielu.

Tu Marek Kamecki, albo nieświadomie buduje wrażenie, że obowiązuje w sposób bezdyskusyjny „zasada Janosika”, albo manipuluje[1] czytelnikiem używając argumentów, które w części są faktami, po to żeby zbudować obraz, który z rzeczywistością nie ma wiele wspólnego. Trudno to dziś ocenić, niemniej każdy powinien mieć świadomość i znać ew. konsekwencje takich zabiegów.

Zasada „Janosika” nie obowiązuje, ani w ZHR, ani w Polsce, choć wielu tak postrzega np. system podatkowy, który od biedy może być pewną analogią do składek w stowarzyszeniu. Obowiązuje za to zasada solidaryzmu społecznego, czyli współodpowiedzialności bogatych za mniej zamożnych i chyba (mam nadzieję) nikt z nas nie ma z tym problemu. Współodpowiedzialności, bo w interesie bogatych leży to, żeby żaden biedny nie musiał przemocą zdobywać środków na swoje utrzymanie.

Nikt z nas, czy poważnych uczestników publicznej debaty, nie kwestionuje publicznej służby zdrowia, czy edukacji.

Tak, wychowując młodzież, musimy mieć „w głowie” mesjanizm (o którym powstał świetny wywiad), z którego wynika cel – zmiana z aktualnej sytuacji na taką, która jest modelowa z punktu widzenia ewangelii, pamiętając, że „raj na ziemi” nie jest możliwy.

Marek ma również tendencję do idealizowania Rzeczypospolitej (sarmackiej), pisząc „[…] Potomkowie dumnej, sarmackiej rasy, tworzącej przez stulecia, w oszalałym wojnami religijnymi świecie, enklawę wolności – Rzeczpospolitą […]”. To znów pewna nieścisłość zamierzona lub nie, owszem były prawa i wolności, ale nie dotyczyły one znacznej części społeczeństwa. Nie dotyczyły chłopów, w części mieszczan, z ich dobrodziejstw korzystała głównie szlachta.

Dygresja

Często popełnianym błędem jest odnoszenie realiów, słów czy zwrotów z czasów zamierzchłych, wprost do ich współczesnego rozumienie. Wydaje się, że autor popełnił ten błąd.

Dobrą ilustracją takiego mylnego podejścia jest cytat z Deklaracji Niepodległości: „All men are created equal”. Dzisiejsze rozumienie wydaje się jednoznaczne, ale Thomas Jefferson z całą pewnością nie rozumiał tych słów dosłownie, tak jak my dziś. Trudno człowiekowi, na którego plantacji pracowało ok. 600 niewolników, których kupił lub odziedziczył, zarzucić hipokryzję. Należy przyjąć, że jego rozumienie słów „all people” nie dotyczyło niewolników.

Wspominam powyższe, ponieważ ZHR został stworzony, pod koniec lat 80tych, przez grupę instruktorów, w tym m.in. Marka Kameckiego „po coś”. ZHR miał być antytezą ZHP, z którego „matki i ojcowie założyciele ZHR” wyrośli, i z którego świadomie zrezygnowali, wybierając kurs na kompletnie odrębną organizację różniącą się w istocie od ZHP. Zrobili to publikując „zethaerowską deklarację niepodległości”. Co miało być tą najistotniejszą różnicą?

Musimy dziś postawiać sobie pytanie, czy inaczej rozumiemy misję i cel powstania ZHR, czy to już jest ten czas, że realia końca lat osiemdziesiątych i rozumienie słów deklaracji powołującej ZHR, jest tak dalece odmienne od dzisiejszego rozumienia tych samych słów, że właściwie znaczą coś zupełnie innego? I co z tego wynika? Szerzej o tym na końcu.

Koniec dygresji. 😊

Marek idealizuje też utopię ustroju liberalnego, wolnorynkowego, która jest tak samo niewykonalna dziś, w praktyce. Tak samo niewykonalna jak założenia ustrojów totalitarnych, które zawsze deklarują stworzenie „raju”, który miałby być możliwy do osiągnięcia na ziemi. ‪Raj Doczesny Komunistów‬ – (zapraszam na wystawę do Wrocławia) to opowieść jak w praktyce wygląda wcielanie tej utopii‬‬‬. Przy pięknych hasłach i górnolotnych ideach upodmiotowienia chłopów i robotników, ustroje komunistyczne stworzyły przemysł eliminacji „wrogów ludu”, „wrogów rewolucji”. Przy czym wrogiem mógł być nazwany każdy, kto nie odpowiadał lub przeciwstawiał się „proponowanym” zmianom. Żadna skrajna droga nie jest dobra, dla przeciętnego „Kowalskiego”.

Ad „Jak finansować działalność organizacji?”

Tu znowu odzywa się w autorze utopista, romantyk, anarchista. Legalne stowarzyszenie ma swoje organy statutowe i zadania wynikające z określonych obowiązków wewnętrznych i zewnętrznych. Będąc niewątpliwym autorytetem metodycznym Marek, „dorzuca drwa” do populistycznego i demagogicznego ogniska, przy którym ochoczo zasiadają „gorące głowy”, które bezkrytycznie przyjmują „prawdę” objawioną: „Na co wydawane są składki?!” „Składki wydawane są nietransparentnie!” etc.

Po pierwsze wg Marka – „należy ograniczyć wydatki na wszelkiego rodzaju koszta konferencji, przejazdów, seminariów, które nie służą drużynom, a jedynie harcerskim działaczom.”

Przedstawia założenie i postulat, że wielkość (za duża) składek wówczas, gdy tekst został opublikowany, a zdaniem wielu i dziś (vide dyskusja ostatnia o składkach) wynika z ilości spotkań ciał statutowych i zjedzonych paluszków czy wypitych napojów.

To nieprawda. To manipulacja, bo prawdą jest, że utrzymanie struktur zarządu stowarzyszenia kosztuje, ale nie jest prawdą, że głównym kosztem są spotkania ciał statutowych i „paluszki”. Niestety. Choć z pewnością jakieś oszczędności można w tym zakresie czynić.

Po drugie – „należy zracjonalizować ściągalność składek, tak żeby oprócz podstawowej funkcji narzędzia metodycznego, składki były także informacją o realnym stanie ilościowym Związku i stałym dochodem organizacji. Więcej harcerzy to więcej składek!”

Racja. Trzeba zracjonalizować ściągalność składek (!) i to ówcześnie zostało zrobione ! Od 2009 roku decyzją RN mamy system nie „od głowy”, ale od jednostki, który w założeniu miał faworyzować regulaminowe drużyny i eliminować nieregulaminowe twory nazywane drużynami.

Po 10 latach przyszedł czas na ewaluację (nie lubię korpomowy), czy jest faktycznie tak, że nieregulaminowe drużyny, tak egzekwowana składka unicestwiła , zmusiła do konsolidacji? Nie wiem. Wątpię.

Po trzecie. „zamiast przejadać pieniądze z dotacji i 1% ustami swoich przedstawicieli powinniśmy gromadzić je na nienaruszalnym koncie i żyć z procentów od kapitału tak jak prawdziwi kapitaliści. Wszak żyjemy w kapitalizmie!”

Autor kompletnie nie rozumie mechanizmu dotacji, ani istoty odpisu 1%. Przecież 1 % jest „celowany” do konkretnej jednostki! Jak miałoby wyglądać „centralne” gromadzenie tych środków, wbrew wskazanemu w PIT, przez podatnika, celowi szczegółowemu. Jest tu ktoś, kto ochoczo będzie zbierał 1 % na utrzymanie ZHR, zamiast na konkretny cel/jednostkę? Wystarczy spojrzeć ile zbierają jednostki, a ile np. chorągwie czy okręgi – to śladowe wielkości.

Jest też mowa o „przejadaniu pieniędzy z dotacji”, nie wspominając, że dotacja służy realizacji zadań (zwykle własnych jakiegoś ministerstwa lub organu administracji samorządowej) i my jako stowarzyszenie niejako „wyręczamy” te podmioty w realizacji ich zadań. Taki jest sens dotacji w III i IV RP.

To nie jest dotacja w rozumieniu sprzed 1989 (i tuż po), gdy ZHP i przez chwilę ZHR otrzymywały dotacje na utrzymanie stricte (siedziby, etaty, itd).

Na ile rozumiem mechanizm opisany w programie ROHIS – to organizacje harcerskie, realizują potrzeby określone przez państwo (konkretne), czyli wpisują się w cele formułowane na poziomie strategii państwa.

Czy to źle, że państwo w końcu uznało, że harcerstwo jest innym partnerem niż przeciętny NGO’s i z założenia praca z obywatelem od zucha do wędrownika trwa dłużej niż „rzeczywistość grantowa”, czyli 1 rok, a owoce długofalowej metody wychowawczej zasługują na odrębne wsparcie?

W mojej ocenie dobrze! W końcu!

Czy ZHR zbiera 1% w wysokości adekwatnej do potencjalnego kręgu donatorów?Nie.

Czy 1 % jest dobrowolnym podatkiem? Nie.

Wypadałoby zachować więc elementarną konsekwencję. Nie można najpierw nawoływać do tego, by nie brać nic od Państwa, a następnie ochoczo planować wydatkowanie 1%. To to samo opresyjne państwo umożliwia „współudział” w łupieniu obywateli. Zaraz, zaraz. To jak to?

Fundusz „żelazny” Płaskiego Węzła istnieje i chyba ma się dobrze, został utworzony i z tego co pamiętam, cały czas przyrasta.

O przyroście rzekomym środków w wyniku lokaty bankowej, na poziomie 8-9%, w obecnych realiach nie ma co nawet wspominać. To nierealne, gdy średni procent lokat to nie więcej niż 3%.

Po czwarte. […]Moje uwagi mają doprowadzić do uproszczenia finansów poprzez zmianę filozofii finansowej Związku.”

Oczywiście postulat uproszczenia jest w pełni zasadny, ale… prościej to raczej nie będzie (?), tak długo jak Ministrem właściwym ds. finansów nie będzie żaden instruktor, choć i to nie daje gwarancji czy bezwład ministerstwa i zobowiązania UE umożliwiłyby znaczące uproszczenie zadań sprawozdawczych, które musi wykonać drużynowy. Choć moim zdaniem tu jest przestrzeń do „rozepchania się”.
Być może odpowiedzią (oby) na zdjęcie tych obciążeń będzie wspomniany ROHIS, który umożliwi taki montaż finansowy budżetu ZHR, który zdejmie istotnie obowiązki finansowo-sprawozdawcze z drużynowych i przekaże te zadania osobom zatrudnionym w ZHR na stanowiskach administracyjnych.

Ad „Teza druga – Drużyna harcerzy do swojej działalności nie potrzebuje żadnych dotacji ani grantów.”

W pełni się zgadzam. Nie potrzeba. Niemniej jeśli chcemy zmieniać świat, musi nas być dużo, tak żeby to oddziaływanie z symbolicznego zmieniło się na faktyczne. Nie ma nic „za darmo”. Myślę, że w większości z dwoma ostatnimi zdaniami się zgadzamy.

Tu dochodzimy do istoty, czyli celu pozyskiwania środków przez ZHR. Jeśli zaspokajają one potrzeby szkoleniowe i doprowadzą do objęcia oddziaływaniem większe rzesze młodzieży , to chyba o to nam chodzi?

Sam autor pisze: „Czy ktoś finansował powstające jak grzyby po deszczu jesienią 1939 podziemne organizacje harcerskie? Czy ktoś płacił nam za przejazdy i telefony gdy zakładaliśmy KIHAM […]?” Trzeba pamiętać, że „deszczem dla tych grzybów” było przedwojenne ZHP i inne organizacje wspierane przez Państwo? To właśnie jest dowód na to, że Państwo jest w stanie sensownie redystrybuować środki, kreując liderów, budując społeczeństwo obywatelskie. 1939 rok dowiódł to dobitnie.

Nawet wspomniany KIHAM, był przecież ruchem – kręgiem osób skupionych w ZHP, któremu ZHP zapewniło sieć powiązań, miejsca na spotkania (harcówki, siedziby hufców, powielacze) – czyli czerwone (z natury) ZHP, tolerowało i miało pod kuratelą enklawy autentycznego harcerstwa, które dotrwało do 1989 roku.

To nie drużyny zakładały organizacje podziemne, tylko osoby, które przeszły drogę wychowawczą i instruktorską zorganizowaną w II RP przez ZHP – czego najdobitniejszym przykładem (upadłym) jest kompleks szkoleniowy Kamińskiego w Górkach Wielkich na Śląsku.

To nie drużyny zakładały KIHAM, tylko instruktorzy ZHP, w których drużynach kultywowało się przedwojenne tradycje. Instruktorzy, którzy swoją drogę przechodzili, w ramach finansowanej przez PRL ścieżki instruktorskiej (Szkoły instruktorskie – Centralna Szkoła Instruktorska w Załęczu Wielkim, Centrum Wychowania Wodnego w Funce, CWMorskiego w Gdyni, Szkoła Harcerstwa Starszego w Perkozie, Centralna Szkoła Instruktorów Zuchowych w Oleśnicy. Praktycznie każda chorągiew ZHP przed 1989 miała swoją bazę szkoleniową i w sposób ciągły prowadziła szkolenia instruktorskie.

Na koniec.

Ponieważ teksty Marka został przypomniany w momencie „gorącej dyskusji o wysokości składek” muszę, jako wieloletni skarbnik okręgu, zwrócić uwagę WSZYSTKIM uczestnikom dyskusji, w szczególności zaś władzom Naczelnym, na pewne oczywistości.

Nasze władze muszą pamiętać po co ZHR powstał, w kontrze do jakiej sytuacji[2]. Muszą rozumieć, że brak czytelnej komunikacji otwiera pole do insynuacji, domysłów, manipulacji. Wiadomo, że bieżących obowiązków (zewnętrznych) jest ogrom, a tu jeszcze „jacyś przewodnicy/instruktorzy” sobie pozwalają oceniać nasze decyzje.

Rozumiem obruszenie władz (szczególnie Skarbnika ZHR), ale w pełni popieram prawo instruktorów do recenzji decyzji. Oczywiście podzielam równie zdanie przedstawicieli władz naczelnych, że każdy z nich ma swojego przedstawiciela w RN. To prawda, ale to tak nie działa. To jest generalnie materia łatwa w manipulowaniu i trudna do prowadzenia racjonalnej debaty. Sam musiałem się tłumaczyć z „zadłużenia” okręgu. Tłumaczyłem to na liczbach, na wykresach, tłumaczyłem to Markowi Kameckiemu i innym ważnym harcmistrzom, którzy powinni rozumieć liczby (tak zakładałem).

Fakty nie mają znaczenia, gdy pojawiają się emocje. Niestety. Nie zrozumieli tego harcmistrzowie, tym bardziej nie zrozumieją podharcmistrzowie czy przewodnicy, zwłaszcza jeśli w uzasadnionym pytaniu: „na co zostały wydane składki?” zawarta jest jakaś teza. Wszyscy wiemy jaka, zaś każdy kto pełnił funkcję finansową w Związku, wie jak trudno z nią polemizować.

Nie zwalnia to jednak Władz z obowiązku podjęcia próby wyjaśnienia, w sposób zrozumiały dla drużynowego, zmian w zakresie wysokości składki. On musi mieć przeświadczenie, pewność, że składki „nie są przejadane”. Podnoszone w dyskusji głosy, że przecież każdy Okręg ma przedstawiciela w RN i powinien (ten przedstawiciel) wyjaśnić jak i po co podwyższane są składki jest naiwnością. Wskazują na to głosy przewijające się w dyskusji. Wskazują na to uchwały Zarządów Okręgów implementujące uchwałę RN.

Powrócę do „Deklaracji niepodległości ZHR”. ZHR miał służyć do wychowania innego niż ZHP. Ta inność była definiowana u zarania m.in. poprzez bliskość władz do przeciętnego instruktora, przyjacielską (braterską) relację, brak dystansu. Dlatego władza w ZHR, w odróżnieniu do wrażego ZHP (końca lat 80tych), miała słuchać i służyć drużynowym, którzy realizują misję ZHR (wychowanie) w drużynach.

Chciałbym obecnym władzom ZHR zwrócić uwagę, w odniesieniu do świetnego tekstu dot. Deklaracji Niepodległości Stanów Zjednoczonych, że ignorowanie głosów drużynowych, czy szerzej instruktorów, może skończyć się tym, czym zakończyło się ignorowanie potrzeb grona instruktorów harcerstwa niepokornego przez ZHP, pod koniec lat 80tych.

Cóż pisze, w odniesieniu tekstu T. Jeffersona, prof. Tomasz Żyro: „Prawo do opodatkowania wywodzi ze zgody zainteresowanych lub ich przedstawicieli. W trakcie rewolucji angielska praktyka konstytucyjna (Quod omnes tangit, ab omnibus approbatur – Co dotyka wszystkich, musi być zaakceptowane przez wszystkich) staje się podstawą oporu.” Zresztą analiza Deklaracji Niepodległości i jej konsekwencje jest fascynująca sama w sobie (może jakiś amerykanista/politolog by się podjął przełożenia tego dokumentu na jakieś realia ZHRowe do Azymutu?).

Władze więc muszą pamiętać „po co ?” powstał ZHR, a zwłaszcza w jaki sposób, muszą zdawać sobie sprawę, że nikt obecnie nie ma monopolu „na harcerstwo”, że niezdrową sytuacją jest fakt, że część instruktorów ZHR , wspiera się tworzonymi stowarzyszeniami lub realizuje część swoich potrzeb poprzez stowarzyszenia, z którymi współpracują. Dotyczy to wszystkich aspektów aktywności wychowawczej ZHR, bo powstaje zasadne pytanie czy ZHR wypełnia zadania, dla których został powołany.

Pytałem o to kiedyś na „grupie nieformalnej”, o skalę i powody ałtsorsowania części zadań do zewnętrznych podmiotów . Jest to zjawisko powszechne, które narasta. Tak działają lokalni liderzy, tak działają członkowie obecnych władz naczelnych, którzy współpracują z takimi podmiotami lub sami są we władzach takich podmiotów.

Konieczna jest zatem refleksja, czy ZHR nie zgubił się (MY) w komplikowaniu sobie życia, które oficjalnie uzasadniane jest zewnętrznymi przepisami.
Jak bowiem można interpretować fakt, że realizacja części misji (czy zadań statutowych) ZHR jest możliwa do zrealizowana w podmiotach (stowarzyszenia, fundacje) zewnętrznych, a w ZHR nie jest możliwa lub jest dużo trudniejsza?
Stawiam to pytanie w nadziei, że ZHR w przyszłości powróci do swoich korzeni i będzie miejscem, w którym mogą być realizowane najbardziej śmiałe pomysły jego członków i nikt, poza nimi samymi, nie będzie ograniczał ich pomysłowości czy metod realizacji celu, dla którego ZHR został powołany.

 

[1] Manipulacja jest celowym działaniem, w celu spowodowania oczekiwanych efektów przez manipulatora, które nie są korzystne dla osoby manipulowanej lub zaburzają prawdziwy ogląd rzeczywistości. Nie jest manipulacją sytuacja np. kierowania próbą na stopień przez opiekuna, gdyż opiekun w sposób otwarty przedstawia cel, który jest realizowany przez próbę, osobie, która ma ją realizować.
[2] Nie wątpię, że tak jest, wszak hm Grzegorz Nowik jest sygnatariuszem-założycielem ZHR, historykiem.

 

Przeczytaj także

W harcerstwie od 1989 roku, w ZHR od 1993 do dziś. Był drużynowym w 25 Wrocławskiej Żeglarskiej Drużyny Harcerzy w latach 1995-99, następnie komendantem Harcerskiego Ośrodka Wodnego „Zatoka” 1998-2006, hufcowym, drużynowym 125 WrWDW (2011-13). Instruktor żeglarstwa PZŻ, jachtowy sternik morski (nieplastikowy).
Bywał pełnomocnikiem Naczelnictwa (komisarz – jednoosobowy ZO) ds. Okręgu Dolnośląskiego (2007-08), członkiem RN (2008-10), członkiem ZO (2008-15), skarbnikiem Okręgu (2009-14), pełnomocnikiem ds. statku „Złota Kaczka” w latach 2005-16.
Z zamiłowania bosman, mentalnie i z wykształcenia inżynier budownictwa, nieodkryty talent piłkarski, a ostatnio zdobywca Gran Paradiso i innych szczytów. Miłośnik jedzenia oraz pływania na wodach szerokich i wąskich.
Obecnie członek komendy w Związku Drużyn „Leśni” oraz pełnomocnik paru członków ZHR.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *