Zuchy jedzą bo muszą, harcerze bo chcą, wędrownicy za to celebrują każdy kęs podanego im dania. Ale czy jedzenie może być wychowawcze? Czas przerobić staropolskie „przez żołądek do serca” na harcerskie „przez żołądek i służbę do wychowania” i pochylić się nad jeszcze lepszym wykorzystaniem wart zastępów w kuchni!

Dlaczego bez kucharki?

Wychowanie:
Znany widok dla wielu oboźnych sprawdzających jak idzie w kuchni – cwany zastępowy siedzący przy piecu, czterech harcerzy obierających ziemniaki (przy okazji obrzucając się obierkami) oraz kucharka krzątająca się po kuchni. Tu sypnie soli do wody, tu doprawi mięso, tam zacznie robić sos.

Czy kuchnia w takiej sytuacji wyrobi się z obiadem? Wyrobi. Czy harcerze zgodnie z tym co mówimy ich rodzicom naprawdę nauczą się gotować? Nie. Czy zastępowy będzie miał okazję sprawdzić się jako lider? Tylko w części. Czy marnujemy w ten sposób wspaniałą sytuację wychowawczą? Tak.

A teraz wyobraźmy sobie, że kucharki nie ma. Że w kuchni dowodzi zastępowy.

Gruzińskie danie według pomysłu zastępu z kursu Majstersztyk (fot. Maciej Sadowski)

W domu z mamą przyrządził listę zakupów, którą następnie przekazał kierowcy. Produkty przyjeżdżają, a zastępowy zamienia się w prawdziwego stratega. Maciek jest silny, niech rąbie drewno. Franek z Jankiem jak już gadają, to niech i marchewkę pokroją. Podzastępowy Wojtek niech tym ostrym nożem pokroi kurczaka, którego następnie posoli Michał, a jak skończy solić, niech biegnie przetrzeć blaty! A ja? A ja, to wszystko teraz dosmakuję!

Nie brzmi to świetnie? Narzędzie jakim jest warta w kuchni, zaczynamy wykorzystywać w 90 procentach, a nie w ledwie 50.

Finanse:
Tu sprawa jest prosta. Jeżeli nie wydamy 3000 zł na kucharkę, to możemy pozwolić sobie na zakup lepszych i zdrowszych produktów spożywczych, albo w przypadku obozu na 60 osób, zejść rodzicom o kolejne 50 zł z ceny pobytu.

Jak masz się do tego przygotować?

Ostatecznie harcerze zrobią to, co lubią. Czyli na przykład pizzę.

Przed obozem:
– Wylicz ile wart kuchennych przypadnie na dany zastęp i przekaż o tym informacje zastępowym
– Zastępowi muszą zaplanować wszystkie posiłki wraz z listami potrzebnych produktów oraz przewidywaną ceną posiłków. Przygotowane jadłospisy należy wysłać do kwatermistrza/magazyniera do zatwierdzenia
– Na zbiórkach i biwakach ćwiczcie kuchnie polowe – to dobry wstęp do gotowania na piecu
– Zachęć zastępowych, do robienia raz na jakiś czas, wspólnego obiadu zastępu w domu któregoś z harcerzy
– A może to Ty zrób jakiś wyrafinowany trzydaniowy obiad wraz ze swoim ZZ?
– Na zebraniu przedobozowym uprzedź rodziców i wytłumacz dlaczego obóz odbędzie się bez kucharki (patrz wcześniejsze punkty)

W trakcie obozu:
– Jasno wypiszcie obowiązki zastępu kuchennego (co trzeba sprzątnąć, co robić z otwartym jedzeniem itp.) – to z czego przejmujący kuchnię zastępowy ma rozliczyć swoich poprzedników
– Na podstawie doświadczenia poprzednich wart kuchennych i tego co jest już otwarte w magazynie, aktualizujcie planowaną listę zakupów
– Jeżeli jest taka potrzeba, dajcie młodemu zastępowi do pomocy jakiegoś oboźnego czy wędrownika

Co warto dodać?


Kursanci Majstersztyku podczas przygotowanego przez nich Dnia Tureckiego. Na obiad serwowany był, oczywiście, klasyczny kebab. (fot. Maciej Sadowski)

Tematykę kuchni:
Krasnoludzka, Hipster-wege, PRL, włoska, elficka, francuska, amerykańska… To tylko część z motywów przewodnich kuchni jakie były na moim tegorocznym obozie!

Ta tematyka kuchni to coś, co mega zagrzewa chłopaków. Starają się wymyśleć co raz bardziej wykwintne dania (jedliście może kiedyś na obozie na obiad sushi? Albo bruschetta’e na kolacje? Albo Pancake’ki na śniadanie? Nie? Szkoda…), szykują wystroje kuchni, wcielają się w rolę. Sprawdziłem to zarówno na 17 letnich wędrownikach i 13 letnich harcerzach: w rolę wcielali się tylko Ci pierwsi, ale niecodzienne i pyszne dania robili jedni i drudzy!

Temat kuchni można albo wylosowywać albo wybierać (przed obozem) – wedle upodobania!

Punktacja zastępów:
Na dobrym obozie mamy punktację zastępów. Warto więc włączyć w nią również wartę kuchenną! Można np. oceniać:
– Odpowiednią ilość przygotowanego posiłku (nie za dużo ani nie za mało)
– Wartości odżywcze posiłku (kaloryczność, witaminy itp.)
– Wcielenie się w obrzędowość (jeżeli jest)
– Smak!
– Punktualność, czystość

Gwarantuję Wam, że przy dobrze prowadzonym systemie punktacji, chłopaki będą w kuchni dawali z siebie wszystko!

Czy warto, czy to działa?

– Obóz 2016 – 130 osób, zastępy harcerek i harcerzy
– En Garde’16 – 21 osób, zastępy kursantów
– Majstersztyk’17 – 23 osoby, zastępy kursantów
– Obóz 2018 – 60 osób, zastępy harcerek i harcerzy

Cztery razem byłem już na obozie gdzie gotowały zastępy. Duże obozy i obozy samodzielne. Młode zastępy i kursanci. Dziewczyny i chłopaki. Co zastęp, to jakość posiłków była inna. Patrząc jednak na frajdę jaką mieli harcerze i zaangażowanie jakim musiał wykazać się zastępowy – było warto!


Chciałbym bardzo podziękować Kajetanowi Rostkowskiemu i Wiktorowi Maracewiczowi – to właśnie dzięki tym dwóm komendantom poznałem i pokochałem obozy bez kucharki.

Przeczytaj także

Instruktor z Grochowa, ten hufiec dobrze chowa. Drużynowy 82 WDHy „Zbroja” im. gen. Augusta Emila Fieldorfa „Nila”.

5 myśli o “Ale jak to tak bez kucharki?!

  1. Niestety nam sanepid nie pozwoli na to, aby same dzieciaki bez badań i osoby odpowiedzialnej działały w kuchni przy jedzeniu.

  2. Nawet jak jest przyboczny z badaniami? My, tak jak Kuciak, ćwiczyliśmy z 16 WDH ten wariant kilkukrotnie od 2013 roku i chyba nie było problemów („chyba”, bo nie za każdym razem z tych kilku byłem zaangażowany w organizację obozu).

  3. U nas za każdym razem wystarczyło tylko aby magazynier bądź kwatermistrz (osoba dowożąca jedzenie) miała badanie sanepidowskie i nikt się nie czepiał.

  4. My (12 PDH i 1SDH) w tym roku praktykowaliśmy trochę inny wariant tego pomysłu. Mianowicie zastępy gotowały same na siebie na kuchniach polowych (każdy zastęp miał swoje gary) mając wspólny dostęp do pieca. Podczas pionierki i rozbiórki było gotowanie wspólne, oraz przez 5 dni gdy nie mogliśmy palić ognisk przez zagrożenie pożarowe.

    Jak to wyglądało w praktyce:
    – Jak opisano wyżej, każdy zastęp dostał wartość stawki żywieniowej, miał przygotować przed obozem przepisy i dawać kwatermistrzowi dzień/dwa przed listę zakupów.
    – Każdy zastęp miał swoje narzędzia kuchenne, swoją półkę w magazynie, swoją stałą kuchnię polową.
    – Całość zajmowała stałe 3h (12-15) w środku dnia na łącznie przygotowanie posiłku, zjedzenie i ciszę poobiednią. Poza pierwszym dniem gdy budowali paleniska zawsze się wyrabiali.

    Ogólnie wnioski podobne jak w artykule, punktując to co mi się rzuciło najbardziej w oczy:
    – Znacznie większa werwa i zaangażowanie harcerzy w kuchni. Własne przepisy chciało im się robić, obierać pyry na polecenie nie bardzo.
    – Znacznie różnorodniejsza kuchnia: mieliśmy pizzę, czeską zupę cebulową, kurczaka z rożna faszerowanego jabłkiem i papryką, każdy zastęp w któryś piątek zrobił naleśniki…
    – Znacznie bardziej wychowawcze, chłopacy mierzyli się z całą sytuacją zamiast jej wycinkiem, a przy okazji lepiej bawili.

    Co do sanepidu to przecież mamy pozwolenie w instrukcji na zastęp służbowy w kuchni, który nigdy nie ma badań. Badania na całym obozie miałem tylko ja jako komendant i nie było żadnego problemu.

    Także ogólnie polecam!

  5. Na obozie nie mięliśmy kucharki, bo… ją zwolniłam. Wiele spraw się na to złożyła, ale jak nie jest się zadowolonym z pracownika to po którejś rozmowie tak trzeba. Przez tydzień gotowaliśmy sami, zazwyczaj zastęp służbowy wspierali drużynowi lub przyboczni. Sytuacja wyszła nagle, ale wszyscy się sprawdzili. Owszem były poślizgi, ale jedzenie było smaczne, wystarczyło dla wszystkich, a atmosfera też się polepszyła.
    Niestety, na pomysł obozu bez kucharza zgody nie wyraził nam okręg, pomimo badań sanepidowskich większości kadry.
    Jedzenie jest bardzo ważną częścią obozu, a właściwie jak jest do bani, to obóz też jest słaby.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *